W Wywiadzie Tygodnia dla iktomaracje.pl Bronisław Wildstein, publicysta tygodnika „Uważam Rze” podsumowuje 2011 rok i mówi o swoich przewidywaniach na kolejne miesiące. – Żyjemy w sytuacji bardzo dużego zagrożenia, na skraju wielkiego kryzysu ekonomicznego – twierdzi.

Michał Gąsior: Jaki był ten mijający rok dla Polski i polskiej polityki?

Bronisław Wildstein: Kluczowym wydarzeniem 2011 roku były oczywiście wybory parlamentarne. Drugą sprawą, także bardzo znacząco jest to, co dzieje się w Europie i stosunek władz polskich do tych zjawisk. A to właśnie wydarzenia polityczne w Europie wyznaczyły w mijającym roku pewne fundamentalne podziały polityczne, które jeszcze przez długi czas będą definiowały scenę polityczną w naszym kraju i na całym kontynencie. Tradycyjny podział na lewicę i prawicę stał się bardzo umowny i podstawowym kryterium podziału będzie tak naprawdę stosunek do Unii Europejskiej, ale także do demokracji. Poza tym chcę zwrócić uwagę, że właśnie w tym roku uzyskaliśmy wiedzę o tym, że naprawdę mamy bogactwo w postaci gazu łupkowego.

W 2012 roku polscy politycy będą się więc spierać o kształt Europy?

Tak, debata w Polsce będzie skupiona na sprawach europejskich. Widzieliśmy w 2011 roku odebranie suwerenności Grecji, po części także Włochom. Fundamentalnym pytaniem jest więc to, czy przeżyją państwa narodowe.

W 2011 roku na polskiej scenie politycznej zaszły istotne zmiany. Do sejmu wszedł Ruch Palikota, a z PiS odeszła grupa Zbigniewa Ziobry zakładając Solidarną Polskę. Jak Pan ocenia te nowe inicjatywy?

Nie przeceniałbym tych zmian, choć rzeczywiście pojawienie się Ruchu Palikota jest przejawem pewnej importowanej kontrkultury, która przeorała zachodnią część Europy i podważyła jej fundamenty. Jest to liberalizm w skrajnej wersji, który redukuje osobę do indywiduum, które żyje poza jakąkolwiek wspólnotą. Wspólnota staje się obciążeniem i zagrożeniem. Hasłem podstawowym jest emancypacja, czyli wyzwolenie się ze starej, opresyjnej, patriarchalnej kultury. To ta tendencja zdominuje również polską lewicę.

Jak te zmiany będą wpływały na polską politykę w następnych latach? Duopol PO-PiS zostanie rozbity?

Pan stawia tezę, że jest szansa na rozbicie duopolu, co według mnie nie jest najważniejsze. Ten tzw. duopol to po prostu typowe dla demokracji zdominowanie sceny politycznej przez władzę i opozycję. Inwazja kontrkultury, czyli pojawienie się Ruchu Palikota, to zjawisko dużo poważniejsze. Charakterystyczne, że Palikot zabrał głosy SLD. Mówi też wprost o państwie europejskim. W tym sensie wyznacza pewien kierunek, w jakim lewica będzie się rozwijała.

W drugim półroczu Polska sprawowała prezydencję w Unii Europejskiej. Uznaje Pan przewodnictwo w UE za istotne wydarzenie?

Niech mnie Pan nie rozśmiesza. To pytanie jest niepoważne. Prezydencja to rotacyjny tytuł, który powoduje, że można zrobić więcej konferencji na terenie danego kraju. To, że nam się sprzedaje w mediach prezydencję jako ważną sprawę świadczy tylko o poziomie naszych mediów. Po prostu groteska. Prezydencja nie miała żadnego znaczenia. Do istotnych wydarzeń można zaliczyć propagandę rządową wokół prezydencji, która pokazuje, że rząd wszystko poświęca wizerunkowi, ale przede wszystkim akceptację ze strony dominującego nurtu mediów tej propagandy.

Profil iktomaracje.pl na Facebooku – 562 fanów. Plus jeden? »

Czy do kluczowych wydarzeń tego roku możemy zaliczyć też tzw. „arabską wiosnę” i protesty po wyborach w Rosji?

Arabska wiosna była ważna, ale nie wiemy co się z niej wykluje. Spójrzmy na Egipt, tam nic się nie zmieniło. Rządzi ta sama oligarchia wojskowa. Rewolucje w północnej Afryce doprowadziły do wzmocnienia islamistów, bo to właściwie jedyna zorganizowana siła polityczna w tamtym regionie. Na przyszłości Tunezji, Egiptu, Syrii rysują się poważne znaki zapytania. W Rosji nie zanosi się na zwrot ku demokracji. Nie wydaje mi się, by Putina mógł zmienić ktoś inny. To jednak jest bardzo zabetonowany system. Mimo protestów w dużych miastach nic nie zapowiada realnych zmian.

Wielki znak zapytania to też przyszłość Europy. Pańskim zdaniem strefa euro się rozpadnie?

Strefa euro już się rozpada i musi ulec przeformatowaniu. Może przetrwać w kształcie państw, które mają  zbliżone do siebie gospodarki: Niemcy, Beneluks, być może Francja. Żyjemy w sytuacji bardzo dużego zagrożenia, na skraju wielkiego kryzysu ekonomicznego. Ten z 2008 roku to był tylko przedsmak. Nie twierdzę, że wpadniemy w 2012 roku w kryzys, bo to są sprawy nieprzewidywalne, ale nie można w nieskończoność żyć na kredyt.

Dla Pana osobiście to był dobry rok?

Z jednej strony niedobry, bo rządowi udało się zneutralizować gazetę, w której pracowałem, czyli Rzeczpospolitą. Ostaliśmy się w naszym przyczółku, tygodniku Uważam Rze. Z drugiej strony za sukces uznaję książkę, którą wydałem w tym roku. „Czas niedokonany”, moja kolejna powieść zebrała pozytywne opinie. Oczywiście mówię o opiniach ludzi, z których zdaniem się liczę, bo doskonale wiem, że są środowiska, które nawet nie czytając wiedzą, że to co piszę jest fatalne.

Czego życzy Pan naszym czytelnikom?

Życzę przede wszystkim zdrowego rozsądku. Życzę też – być może niemożliwego – by media w Polsce zaczęły działać tak jak powinny, a nie jako propaganda establishmentu.