Z Tadeuszem Cymańskim, byłym posłem PiS, rozmawia Bartłomiej Graczak. Wyrzucony z PiS europoseł twierdzi, że skład rządu był podyktowany wewnątrzpartyjnymi rozgrywkami, a exposé było zręczne i sprytne, lecz nie dotykało rzeczy trudnych. Zapraszamy do lektury wywiadu tygodnia!
Bartłomiej Graczak: Na iktomaracje.pl rozpoczynamy kolejną debatę na ważny dla nas wszystkich temat, czyli wybór i skład nowego rządu. Jak Pan ocenia skład drużyny Tuska? To zespół fachowców czy amatorów?
Tadeusz Cymański, były członek PiS, europoseł: Według mnie to jest bardzo czytelne – wybór takiego zespołu miał na celu ograniczenie lub zapobieżenie konfliktów i napięć w Platformie Obywatelskiej. Jest to rząd dla Platformy, a nie dla Polski. Zaskakujące są przypadki wartościowych ministrów, którzy mają dobre rekomendacje w Sejmie – mam tu oczywiście na myśli ministra sprawiedliwości. Nie mówię tego dlatego, że mocno cenię Jarosława Gowina, ale są to decyzje, które nie uszły uwadze. Takie zmiany powodują zaskoczenie, rozczarowanie i są chyba złą wróżbą na przyszłość.
Który wybór był dla Pana najmniejszym zaskoczeniem?
Oczywistym był wybór ministra finansów. Tak naprawdę w kwestiach podejścia do gospodarki czy ekonomii nie ma żadnych zmian. Te kilka punktów – składka rentowa i zmiana waloryzacji emerytur – nie wpływają na ocenę tych rządów. Ten rząd był rządem zachowawczym i minister Rostowski pasuje jak ulał do filozofii premiera. Nie jestem w tym przypadku niczym zaskoczony i pewnie nie ja jeden.
Chyba najbardziej PR-owym wyborem był wybór Joanny Muchy na stanowisko ministra sportu. Co Pan o niej sądzi?
Podkreśla się tutaj urodę niż jakiekolwiek dokonania. Pani Mucha zasłynęła jedynie niefortunną wypowiedzią o starszych osobach, która nie uniknęła wielu komentarzy (W lutym tego roku Joanna Mucha w wywiadzie dla partyjnej gazetki „POgłos” stwierdziła, że seniorzy chodzą do lekarza dla rozrywki – przyp. Bartek) . Tu chodzi więc tylko o wizerunek – takie są czasy, że wszystko jest na sprzedaż. Myślę jednak, że z pozycji obywateli najważniejsze są czyny i dokonania, a w tym przypadku nie jest w tej kwestii wesoło.
A jakie największe wyzwania stoją przed nowym rządem?
Przede wszystkim kryzys. Będzie to okres podejmowania trudnych decyzji. Nawet zrealizowanie tych, które premier zapowiedział nie będzie łatwe, chociaż ich skala jest bardzo ograniczona. Polska staje w obliczu kryzysu w momencie bardzo dużych rozwarstwień i różnic społecznych. Bezrobocie jest wysokie, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Dla młodych małżeństw barierą jest kupno mieszkania i stabilna praca. Mamy najbardziej zderegulowany rynek pracy. Mamy dużą swobodę, ale jednocześnie duży wskaźnik umów śmieciowych – to może jest dobre dla pracodawców, ale na pewno nie dla pracowników. Mamy wreszcie problemy szarej strefy. Donald Tusk nie powiedział właściwie jaki ma pomysł na zwiększenie dochodów gospodarki i na zwiększenie jej konkurencyjności. Premier pominął całkowicie służbę zdrowia i edukację.
Nawiązał Pan do exposé premiera. Jak Pan ocenia zapowiedzi szefa rządu?
Exposé było zręczne i sprytne, ale nie dotykało rzeczy trudnych. I wbrew różnym opiniom – to nie była wcale wielka rewolucja, bo podniesienie składki rentowej nie jest skomplikowanym zabiegiem, ani nie jest żadnym wynalazkiem. To jest po prostu wzięcie konkretnej sumy pieniędzy z kieszeni pracodawców. Również waloryzacja nie jest odkryciem, ona jest dobra – to chwalę dlatego, że mamy średnią emeryturę na poziomie 1600 zł. Natomiast 70 proc. emerytów dostaje 1200 złotych, w tym 5 mln osób ma emeryturę na poziomie minimalnym, co jest skandalem i katastrofą humanitarną. Dla jasności – to oczywiście „zasługa” wielu poprzednich rządów. Brakuje determinacji Donaldowi Tuskowi, który w starym stylu chce bezpiecznie dotrzeć do portu. Czy mu się uda? Czas pokaże.
Profil iktomaracje.pl na Facebooku – 211 fanów. Plus jeden? »
Co Pan myśli o podzieleniu MSWIA na Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych?
Tu zdania są podzielone, sam nie mam wyrobionej opinii. Jeden minister to nie dwóch – mówię tutaj o oszczędnościach banalnych, ale to był potężny resort. Być może to będzie miało sens. Czy tu chodzi o zapewnienie teki dla ministra Boniego? Być może. Prawdą jest, że jest potrzeba reorganizacji administracji i ten pomysł ma jakieś racjonalne jądro, wydaje mi się, że nie jest aż tak propagandowy jak w innych przypadkach. Reformy, o których mówił premier nie zmieniają dramatycznie obrazu finansów państwa – to jest problem numer jeden. Z tym będzie musiał się ten rząd zmierzyć. Rząd dużo nie ryzykuje – ryzykują obywatele, bo to oni ponoszą cenę. Wybór został jednak dokonany. Jako opozycja musimy obserwować rząd i zgłaszać własne projekty. Również będziemy mówić o problemach tak, by zapobiec skutkom kryzysu.
Czy według Pana ktoś mógł zyskać, wykorzystując wiedzę na temat treści exposé i sprzedając akcje KGHM?
To jest bardzo ważna kwestia. Rząd powinien zagwarantować pomoc i otwartość w pełnym wyjaśnieniu tej sytuacji. Sprawa jest bardzo podejrzana, bo o 4 mld spadła wartość potężnej spółki, w tym 1,5 mld złotych to pieniądze, które straciło państwo. Tu nie chodzi o to, co wiedział Jan Krzysztof Bielecki, ale komu powiedział. Wiadomo, że posiadanie wiedzy o tym, że w obiegu publicznym może pojawić się informacja, która najprawdopodobniej spowoduje spadek danej akcji, jest bardzo cenna. Stąd pojawiają się pytania i nie ma tu głupich pytań, mogą być tylko niemądre odpowiedzi. Reakcja premiera może niektórych uspokoiła, ale nie wyjaśniła sytuacji do końca. Opozycja powinna zająć się wyjaśnieniem tej sytuacji, a premier jeżeli nie ma nic do ukrycia, powinien otwarcie mówić o tej sprawie, a nie stroić fochy.
Co do opozycji – słabnie pozycja PiS. To za sprawą m.in. pańskiego odejścia. Teraz Pan, wraz z klubem Solidarna Polska, zapowiada podróż po kraju, by przekonać elektorat prawicy, że można stworzyć realną siłę polityczną bez Jarosława Kaczyńskiego.
Nie należy tego tak traktować. Oczywiście chcemy się dowiedzieć co wyborcy sądzą na ten temat. Wszelkie decyzje będą poprzedzone spotkaniami, bo chcemy uniknąć błędów, które były do tej pory popełniane. Chcemy refleksji i oceny dwóch lat naszych rządów. Chcemy także uczciwej rozmowy z wyborcami, najlepiej bardzo krytycznej, oraz pragniemy poznać ich oczekiwania. Chcemy wiedzieć co im się podoba, a co nie. Mamy pewną łatwość, bo w PiS ta dyskusja wewnętrzna jest bardzo ograniczona, a sposób sprawowania władzy jest nieefektywny i mało demokratyczny. Myśleliśmy, że ten sposób się zmieni, że zostaną zaproponowane zmiany i że wrócimy do źródeł, czyli do solidarnego państwa, polegającego między innymi na zmienianiu licznych kontrastów społecznych.
